wtorek, 15 stycznia 2013

Rozdział Ósmy - część I

Z samego rana dostałam SMS-a od Matta, że nie będzie w stanie przyjechać na rozdanie nagród. Powiedziałam o tym Louisowi, który leżał obok mnie. Lou pocieszył mnie, że jakoś to będzie i żebym się nie przejmowała. Chłopak uśmiechną się i przytulił mnie do siebie. Uwielbiałam jak to robi. Mocno wtuliłam się w jego nagi tors. Czułam się jak w siódmym niebie. Co ja zrobię jak trasa się skończy – pomyślałam. Muszę przyznać, że bardzo przyzwyczaiłam się do jego obecności, naszych wspólnych rozmów, wygłupów i oczywiście wspólnych nocy. Nie mogłam sobie wyobrazić, że już za miesiąc to wszystko się skończy.

- Lou lubisz mnie – zapytałam
- Oczywiście że cie lubię, bardzo lubię – odpowiedział i popatrzył mi prosto w oczy.
- Nie wyobrażam sobie,że za miesiąc to wszystko się skończy – powiedziałam
- Ale to przecież nie musi się kończyć – powiedział Lou. Przybliżył głowę w moim kierunku, a nasze usta zbliżyły się do siebie, mało co brakowało i byśmy się pocałowali. W tym momencie odwróciłam głowę i szybko wstałam z łóżka.
- Muszę coś zjeść – wymyśliłam coś na poczekaniu – Idę do kuchni!

Louis uśmiechną się i poszedł za mną. Weszłam do kuchni, wyjęłam kromkę chleba i masło. Lou staną tuż za mną i położył głowę na moim ramieniu. Zapytał czy też mu zrobię śniadanie. Wzięłam na palec trochę masła i upaprałam mu nosek. Sam sobie zrób – powiedziałam śmiejąc się z jego wyglądu. Próbowałam przez to rozluźnić panującą sytuację. Lou złapał mnie w pół i wytarł nos w moją twarz. W tej chwili do kuchni wszedł Niall. Patrzył na nas jak na głupków, a my śmieliśmy się jak zwariowani. Potem dodał, żebyśmy się spieszyli, gdyż dziś czeka nas podróż do Austrii i nastawił wodę na herbatę. Po śniadaniu spakowaliśmy nasze wszystkie rzeczy i wymeldowaliśmy się z hotelu. Przed hotelem czekały jak zwykle fanki 1D. Aby dostać się do samochodów musieliśmy podpisać kilka autografów i zrobić parę zdjęć. Gdy dostaliśmy się do auta pojechaliśmy na lotnisko.
Po czterogodzinnym locie byliśmy już w Austrii. Pojechaliśmy do hotelu i zajęliśmy pokoje. Ledwo co się położyłam, a Lou powiedział, żebym założyła kurtkę i że mnie gdzieś zabiera. Podróż trwała pół godziny. Jak zwykle przez całą drogę prosiłam Louisa, żeby mi powiedział gdzie jedziemy, jednak on powiedział, że to niespodzianka.

- Lou! Nie wierze! O matko! Spełniłeś moje marzenie! - krzyczałam i skakałam jak głupia, gdy moim oczom pokazała się skocznia narciarska. Skoczyłam mu na ręce i mocno przytuliłam.
- Wiedziałem, że się ucieszysz – powiedział zadowolony Louis.

Następnie Louis wyciągną z bagażnika specjalne kombinezony i ubraliśmy się w nie. Byłam zaskoczona jak i kiedy on to wszystko załatwił. Potem poszliśmy na trybuny i zajęliśmy miejsca. Były to chyba najlepsze miejsca jakie mogłabym sobie wyobrazić. Po wygranym przez Gregora Schlierenzauera turnieju poszliśmy do domków skoczków. Tam miałam okazję poznać kilku skoczków i zrobić sobie z nimi zdjęcia. Był to jeden z najlepszych dni w moim życiu, a dzięki Louisowi spełniło się jedno z moich marzeń. Gdy wracaliśmy do hotelu dziękowałam chłopakowi i obiecałam, że kiedyś się mu odwdzięczę,
***********************************************************************************
Przepraszam, że rozdział taki krótki ale wczoraj wróciłam ze szpitala i chciałam coś szybko dodać. Mimo to mam nadzieję, że się spodoba. Miłego czytania. Enjoy it :)

1 komentarz:

  1. ojej, co się stało, że w szpitalu byłaś ? ;(
    Rozdział mega słodki ;) dlaczego gwiazdy zawsze mają lepiej? pstryknął palcami i załatwił jej wejście na skocznie, daj mi takiego Lou ;p

    OdpowiedzUsuń